HISTORIA

Piekarnia jest firmą rodzinną. Uruchomił ją Jan Musiorski w 1938 roku. Najstarsi mieszkańcy byc może pamiętają jeszcze, że mieściła się przy ul. Piotrkowskiej. Dwa lata później rozpoczęła istnienie w domu przy ul.św.Rocha. Jak się okazało, już na stałe.

     - Ojciec, jak każdy rodzic, pilnował, bym uczęszczał do szkoły i pilnie zdobywał wiedzę. Lecz w domu, gdy trzeba było coś robić, pomagałem zawsze, więc nauczył mnie fachu - wspomina Maciej Musiorski.

    Przez całą okupację piekarnia Jana Musiorskiego piekła chleb z ciemnej mąki, zaokpatrując kolej.

     - Kolejarze mieli własne zaopatrzenie, byli swoistym "państwem w państwie" - przywołuje w pamięci przeszłość Maciej Musiorski, sięgając po dokumenty firmy, które zachowały się z tamtego okresu: oryginalne zezwolenia itp. - Mimo, że przydzielając mąkę dość skrupulatnie wyliczano, na ile kilogramów pieczywa powinna wystarczyć, zawsze udawało się wygospodarować z niej jeszcze parę bochenków. Gdy ktoś z okolicy przymierał głodem, nie miał chleba, zdarzało się, że przyszedł do piekarni. Ojciec nie brał od niego pieniędzy. Chleba nie było jednak na tyle dużo, by go rozdawać wszystkim...

    Powojenne lata, to czas jedynie egzystencji, rozdzielników, wegetacji bez możliwości rozwoju. - To czas mojego dojrzewania, wieku szkolnego, kiedy przyszło mi przekonać się, co oznacza być synem "prywatnej inicjatywy" - snuje opowieść Maciej Musiorski. - Od dzieciństwa pasjonowała mnie sztuka, lubiłem kreślić, malować, nie przyjęto mnie jednak do wymarzonej szkoły, w której mógłbym rozwijać te umiejętności. Trafiłem do szkoły włókienniczej. Skończyłem ją, nie pracowałem we włókiennictwie jednak ani jednego dnia. Zatrudnienie znalazłem oczywiście u ojca. Piekranię przejąłem w 1975 roku. Zdobywane przez ćwierć wieku doświadczenie przydaje się niezmiernie. By dziś prowadzić dobrze prosperujący zakład, trzeba nie tylko znać fach, ale prawa rynku, świetnie orientować się w gąszczu rozmaitych przepisów, a przede wszystkim wiedzieć czego potrzebyje klient. On, przychodząc ponownie, najlepiej poświadcza, że praca poprzedniego dnie nie poszła na marne. Zmiana ustroju sprawiła, że firma mogła się rozwijać. Maciej Musiorski rozbudował ją o nowoczesny zakład produkcyjny na Parkitce, kupił także budynki sąsiedniej posesji przy ul. Św.Rocha, gdzie znajdował się zniszczony zakład rzeźniczy. Wiele pracy trzeba było włożyć w to, by całość udało się doprowadzić do obecnego stanu. Marzeniem właściciela jest zamontowanie tu tabliczki, że uczynił tak, by piekrania służyła jemu i potomnym.

     Logo - charakterystyczne litery MM na tarczy - wymyślił sam, stosując liternictwo zauważone we francuskich wzorach. Początkowo myślał, by w nazwie umieścić stylizowana grecką literę "alfa", co symbolozowałoby tradycje, początek, pierszeństwo, lecz zrezygnował. Trudno w obecnych czasach przyznawać palmę pierwszeństwa, określać lepszych i gorszych...

    Potwierdzeniem renomy firmy jest fakt, że piekarnia zaopatruje pobliski klasztor ojców paulinów na Jasnej Górze, a przedstawiciele wielu częstochowskich sklepów docierają do właściciela sami, starając się pozyskać jego wyroby do swej oferty.

    O wypiekach z piekarni Macieja Musiorskiego jak najlepiej świadczy rosnąca kolekcja wyróżnień uzyskanych w kraju i za granicą. Jednym z najnowszych, jest zdobyty w 1999 i 2000 roku prestiżowy Śląski Znak Jakości za bułeczki maślane. Znak ów, przyznawany jest z inicjatywy Urzędu Wojewódzkiego i Wojewódzkiego Inspektoratu Państwowej Instpekcji Handlowej, promuje produkty szczególnie wysokiej jakości. Zanim zostanie nadany, specjalna komisja nie tylko ocenia sam wyrób, ale też rzetelność przedstawionych przez producenta danych, sprawdza nawet źródła kupna surowców. Ważniejsze sukcesy Macieja Musiorskiego i jego piekarni, to także dyplom uznania na Międzynarodowych Targach Specjalistycznych Piekarnictwa w Warszanie w 1994 roku - organizowanych przez Międzynarodową Unię Piekarzy, laury branżowe: od Stowarzyszenia Rzemieślników Piekarnictwa, Wojewódzkiej Izby Rzemieślniczej, Cechu Rzemiosł Różnych.